Ust-Ilimsk to jeden z fenomenów tramwajowej Rosji. W latach 80. na północy Syberii, 1000 km na północ od Irkucka, powstał ogromny kombinat przerobu syberyjskiego drewna. Wraz z nim wybudowano nowe modelowe miasto bloków mieszkalnych. Kombinat z miastem połączono linią szybkiego bezkolizyjnego tramwaju pozwalającego w krótkim czasie w godzinach szczytu dowieźć i odwieźć całą załogę. Ust-Ilimsk to też północny koniec cywilizacji. Kończą się tutaj drogi, kończy się kolej. Przez kolejne 2000 km aż do Morza Arktycznego rozciąga się dzika tajga. Zresztą gdyby nie kombinat i hydroelektrownia to i tutaj też nic by nie było – przez ostatnie setki kilometrów linia kolejowa prowadzi przez dzikie leśne ostępy.
O 9:25 czasu irkuckiego pociąg wtoczył się na stację w Ust-Ilimsku. Problem w tym, że stacja nie leży w mieście tylko w sąsiedniej wsi, a praktycznie w jakimś anonimowym punkcie gdzieś w tajdze. Dworzec diametralnie różnił się od dotychczas odwiedzonych – przypominał raczej zbiór blaszanych 2- i 3-piętrowych baraków. Na dworcu sporo ludzi – jedni witali przyjeżdżających, inni czekali już na popołudniowy odjazd do Krasnojarska. Pogoda pod psem, zimno i pada. Udaliśmy się na przystanek komunikacji miejskiej, aby jakoś dostać się do miasta. W zatoce stała 5-osobowa toyota (oczywiście z kierownicą po prawej stronie) z oznaczeniem 102/110. Chwilę później podjechał niewiele większy busik (z tym samym oznaczeniem 102/110), zgarniając pasażerów oczekujących na przystanku, jak również klientów z samochodu osobowego. Wychodziło na to, że w tym mieście linie komunikacji miejskiej obsługiwane są także przez samochody osobowe (tudzież liniowe taksówki). Za chwilę podjechała łada, potem kolejne japończyki, wsiadamy w trzeciego – Toyota Carina kombi. Czwarty pasażer, który wsiadł razem z nami wysiadł wcześniej. My natomiast, na życzenie zostaliśmy dowiezieni do pętli tramwaju w 9. Mikrorajonie. W międzyczasie kierowca opowiedział nam swoje życie – klasyczny sowiecki życiorys: pochodził z Ukrainy, ale 34 lata temu przybył tu na służbę wojskową i już został.
Na pętli tramwaju czekamy zupełnie sami na tramwaj w zimnie i coraz większym deszczu. Głupio by było jechać tu taki kawał i wyjechać z niczym. Wreszcie po 50 minutach (!) na horyzoncie zamajaczyły światła KTM-a. Przyjechała solówka nr 010. Wsiedliśmy w tramwaj i pojechaliśmy. Co za jazda! Długie odległości między przystankami – po dwóch przystankach byliśmy już za miastem. Kurs w który wsiedliśmy okazał się skrócony. Konduktorka sprzedając nam bilety widząc nieznane twarze spytała czy możemy zdradzić jej nasze sekrety i powiedzieć, dokąd chcemy jechać tym tramwajem. Oczywiście do końca, na co ona: Ha, ha, my nie jedziemy do końca, lecz tylko do zajezdni, a potem z powrotem na pętlę przy 9. Mikrorajonie i dopiero wtedy pod kombinat. Nie ma sprawy, pojeździmy sobie. I tak nie ma co robić w taką pogodę. Potem już standardowe pytania: skąd przyjechaliśmy itp? Objechaliśmy zajezdnię nawet nie wypraszani z wagonu. Zresztą poza nami tylko na krótkim odcinku jechali emeryci na podmiejskie działki. Nasze zdziwienie wzbudził zauważony w zajezdni kasowany wagon o numerze 010, takim samym jak ten którym jechaliśmy. Ponadto na torach stało kilkanaście składów dwuwagonowych uruchamianych raz lub dwa dziennie albo wcale. Można będzie je sprzedać kiedyś jako mało jeżdżone.
W drugim kursie do kombinatu jechało już trochę więcej ludzi, zwłaszcza z powrotem. Trasa przez tajgę do kombinatu niesamowita. Mnóstwo miejsc na fotostopy, tylko co po tym, skoro tramwaj raz na godzinę, pogoda słaba, a do tego ochrona kombinatu zapewne żądna łatwych sukcesów w łapaniu szpiegów.
Zaliczywszy całą linię wysiedliśmy na początku osiedla, gdzie przemoczeni i zziębnięci kupiliśmy w kiosku gorącą herbatę i pirożki. Za szybą budki zauważyliśmy rozkład jazdy. Trochę późno, ale zawsze.
Nie znalazłszy na osiedlu żadnego sklepu ni jadłodajni wsiedliśmy w autobus 102 i pojechaliśmy pod dworzec. Tam w syberyjskiej pustce tym bardziej niczego nie było poza marnym GS-em, więc pozostało już tylko oczekiwać odjazdu o 15:15 pociągu do Krasnojarska. Tym razem mieliśmy wagon kupiejny – w naszym przedziale jechała starsza kobieta odprowadzana przez funkcjonariusza milicji, najpewniej syna. Zastanawialiśmy się czy można w tej sytuacji wypić piwo. Ale i tak początkowo zachwycaliśmy się jesienno-syberyjskimi klimatami za oknem.
Współpasażerka prawdopodobnie wysiadła w Bracku o 3 w nocy, a jej miejsce zajęła jakaś laska. Pociąg jechał i jechał. Do Krasnojarska przyjechał po 25 godzinach, w piątek popołudniu.

Wybierasz się tam? Będzie ci potrzebna
wiza do Rosji. W Geoblogu
możesz ją zamówić z dostawą do domu! Zobacz cenę
wizy do Rosji, oferujemy
najniższe stawki pośrednictwa w uzyskaniu wiz.