Po przyjeździe do Tomska zaczęliśmy szukać hotelu. Pierwszy z brzegu oferował noclegi po 7000 rubli – do widzenia! Komnata otdycha na dworcu nie chciała przyjąć innostrańców. Poszliśmy więc do hotelu Sputnik. Odesłano nas z kwitkiem tłumacząc się rzekomym kompletem gości (co ciekawe od następnego dnia). Pytani o inne polecane hotele wymienili kilka znanych nam najdroższych. Dziękujemy! Szukamy więc dalej – trafiamy na osiedle i hotel Aurora zajmujący część bloku. W Aurorze nie było miejsc, ale zacząłem żalić się sympatycznej kierowniczce, że nigdzie nie chcą nas przyjąć. Wyciągnęła więc książkę telefoniczną i zaczęła dzwonić po hotelach. W kilku na hasło innostrańcy w ogóle nie chcieli rozmawiać, w kilku nie było miejsc, w końcu za namową współpracownika zadzwoniła do hoteliku Yoko, gdzie okazało się że przyjmą nas bez problemu. Zamówiła też od razu taksówkę. Za chwilę podjechało żiguli, do którego z trudem załadowaliśmy bagaże i pojechaliśmy kilka przecznic dalej na ulicę Ałtajską, po drodze mijając typową architekturę Tomska – nowe 20-piętrowe bloki pośród starych drewnianych chałupek. Minihotel Yoko był bardzo sympatyczny. Połączony był z japońską restauracją. Wystrój pokoi też był w stylu japońskim.
Po rozlokowaniu się poszliśmy jeszcze na miasto. Mimo późnej pory – była już 21:00 – cały czas było 23 stopnie ciepła. Znaleźliśmy lokalny Widelec-Łyżkę, gdzie zjedliśmy jakąś smaczną zapiekankę, po czym wróciliśmy tramwajem do hotelu.

Wybierasz się tam? Będzie ci potrzebna
wiza do Rosji. W Geoblogu
możesz ją zamówić z dostawą do domu! Zobacz cenę
wizy do Rosji, oferujemy
najniższe stawki pośrednictwa w uzyskaniu wiz.