Przyjazd do miasta Barnauł nastąpił rozkładowo o 10:00, więc był czas by uzupełnić niedobór snu. Na dworcu w drodze do przechowalni zagadnęła nas kobieta proponując nocleg w komnatach oddycha, których była kierowniczką. Musiała przejść ostatnio szkolenie z aktywnego marketingu, gdyż usiłowała nas omamić wizją najtańszych pokoi w mieście. W jedynym czteroosobowym miejsca były jeszcze zajęte, ale bez problemu zameldowała tam dwóch, zaś trzeciego potem. Zapłacić trzeba było jednak jak za czterech, abyśmy mogli tam być sami (łącznie 2600 rubli). Kierowniczka próbowała wcisnąć nam apartament lux z dużą łazienką i jednym podwójnym łóżkiem, co dzięki sprytnemu zameldowaniu w innych pokojach miało kosztować 3700 rubli, ale podziękowaliśmy. Zostawiliśmy bagaże, poświadczyliśmy zaznajomienie z przepisami ppoż i bhp i ruszyliśmy w miasto. Od razu zafascynowała nas natychmiast duża liczba używanych autobusów sprowadzonych na potrzeby tutejszej komunikacji miejskiej z Europy Zachodniej, ale jeszcze bardziej spodobała nam się wzorowo funkcjonująca komunikacja tramwajowa
Leżący w Kraju Ałtajskim Barnauł przez znawców tematu oceniany jest jako najbardziej protramwajowe miasto syberyjskie. Na opinię tę musiał zapracować już w odległych czasach radzieckich, bowiem już wtedy przydzielano tutaj nowoczesne wagony czechosłowackie, których poza tym nie wysyłano dalej niż na Ural. Tatry do dziś stanowią trzon taboru, tramwaje kursują z wysokimi częstotliwościami, po całkiem dobrych torowiskach. Trolejbusy kursują na kilku liniach, a całość uzupełniają autobusy, które w dużej mierze stanowią przegląd tego czego Europa Zachodnia pozbywała się w ostatnich latach, czyli głównie używane mercedesy, neoplany, scanie i volva.
Pojeździliśmy sobie więc tatrami po Barnaule. Na przystanku Stacja Potok zagościliśmy dłużej, bowiem rozlewali tam piwo z kranika. Podobnie sporo czasu poświęciliśmy na jedno z rond gdzie duże natężenie ruchu autobusowego i tramwajowego pozwalało na wykonanie nieprzyzwoicie masowych ilości zdjęć, a przy tym w budce obok rozlewano piwo Czeszskoje (46 rubli za litr + 6 za plastikową butelkę). Co ciekawe nowa butelka ze względów higienicznych była obowiązkowo dodawana do każdego kolejnego rozlewu. W końcu przy kolejnej wizycie sprzedawczyni zaproponowała plastikowe kubki.
Pod koniec zaliczania sieci wypatrzyliśmy jadłodajnię, a na koniec trafiliśmy na Dworzec Rzeczny – lanserskie miejsce nad Obem. Zadowoleni z całego pogodnego dnia jeżdżenia i fotografowania wróciliśmy do komnaty na dworcu. Pokój już czekał, ale okazało się, że za prysznic trzeba dopłacić 50 rubli. Poza tym ten luksus znajdował się w innej części budynku. Widząc Księdza w slipach recepcjonistka postanowiła, że nie będzie z nami paradować po dworcu, lecz udostępni łazienkę w apartamencie luks. Pilnowała oczywiście, czy każdy osobnik uiści stosowną opłatę. Wieczorem tradycyjna libacja i oglądanie Wiesti Ałtaja. Ogólne podsumowania na temat Barnaula: pijemy czeskie piwo i jeździmy tatrami (6 tysięcy km od Pragi).

Wybierasz się tam? Będzie ci potrzebna
wiza do Rosji. W Geoblogu
możesz ją zamówić z dostawą do domu! Zobacz cenę
wizy do Rosji, oferujemy
najniższe stawki pośrednictwa w uzyskaniu wiz.