Szaleństwo wyjazdowe 2010 roku miało być ukoronowane solidnym akcentem we wrześniu. Jednak doniosłość i innowacyjność jesiennego projektu przeraziła niemal wszystkich potencjalnych uczestników, z autorem włącznie. Ponadto rosnące z każdym dniem ceny biletów lotniczych zaczęły nas skłaniać ku alternatywnym projektom. W tej sytuacji z szuflady pełnej ambitnych planów wyciągnęliśmy stosunkowo najprostszy w realizacji kolejny wyjazd do Rosji, gdzie wciąż były miejsca nietknięte naszymi stopami. O ile pierwszy tegoroczny wyjazd do Rosji skupiał się na części europejskiej (dorzecze Wołgi), o tyle drugi nosił już znamiona dalszej wyprawy – zakładał wizytę w kilku miastach Zachodniej Syberii.
Przygotowania do wydawałoby się nietrudnego przedsięwzięcia napotykały jednak na liczne problemy. Należało wyrobić nowy paszport, bowiem w starym nie było już miejsca na kolejne wizy. Zakup biletów lotniczych, jak i opłacenie pośrednika wizowego skomplikował za niski limit na karcie kredytowej (ntb. stało się to impulsem do ostatecznego pożegnania się z dotychczasowym bankiem). Do tego pośrednik w zakupie rosyjskich biletów kolejowych ostatnie bilety przekazał nam parę godzin przed wyjazdem, czym również pogrzebał swoje szanse na współpracę w przyszłości.
Koniec końców wyprawa była przygotowana i w piątkowe popołudnie trójka śmiałków: Straszny, Nadzór i Ksiądz wsiedli do pociągu do Moskwy.
Wagon nr 5 z rosyjską obsługą był modelem nowocześniejszym od tych jeżdżących w głębi Rosji, ale przez to niestety ciaśniejszym. Dodatkowo rozkładanie łóżek było czynnością opanowaną jedynie przez obsługę wagonu. Samodzielne próby wykonania tej czynności poskutkowały kontuzją ręki u Nadzora, zniszczeniem buta u Księdza i dezaprobatą obsługi wagonu.